Ostatnia z rodu

Jak zapisał w swoich dziennikach pochodzący z Wrocławia Johann von Tilgner, w 1599 roku para książęca oczekiwała męskiego potomka. Toteż udał się książę Adam Wacław ze swoją żoną księżną Elżbietą kurlandzką w trakcie powrotu z Wrocławia po poradę do znanej śląskiej wróżki mieszkającej w Bobrownikach koło Bytomia. Wróżka za stosowną opłatą udzieliła księciu i jego żonie wskazówek. W sprawie dziecka wróżka radziła księżnej Elżbiecie, by unikała przerażenia, wtedy urodzi się jej synek. W istocie jednak księżna urodziła córkę – Elżbietę Lukrecję, jedną z najwybitniejszych kobiet w historii Księstwa Cieszyńskiego. 


Młoda księżniczka przyszła na świat w środę, 1 czerwca 1599 roku w jednej z komnat cieszyńskiego zamku (istnieje również pogląd, iż mogła się urodzić 17 czerwca 1599 roku, na co wskazywać miałby jeden z listów jej ojca Adama Wacława, w którym zapraszał on Abrahama von Promnitz na chrzciny swojej córki). Na chrzcie, który miał miejsce w zamkowej kaplicy pw. św. św. Mikołaja i Wacława w dniu 8 sierpnia 1599 roku, nadano jej imiona Elżbieta Lukrecja. Pierwsze odziedziczyła po swojej matce, księżnej Kurlandii, z kolei wybór drugiego imienia pozostaje tajemnicą, gdyż nie występowało ono wcześniej ani wśród Piastów cieszyńskich, ani książąt Kurlandii. Najpewniej wybrano je ze względu na panującą wówczas wśród europejskich arystokratów modę.

Jej dzieciństwo z pewnością nie było szczęśliwe, ani sytuacja na dworze cieszyńskim łatwa. Niespełna w pół roku po tym jak Elżbieta obchodziła swoje pierwsze urodziny w wyniku komplikacji poporodowych (w trakcie narodzin najmłodszego z braci – Fryderyka Wilhelma) zmarła jej matka. W dodatku skandale i zaciągane przez ojca długi coraz bardziej zaczynały ciążyć na wizerunku cieszyńskiego dworu. Metresa księcia – mieszczka cieszyńska i ochmistrzyni – Małgorzata Kostlachówna z Kremży coraz bardziej panoszyła się na dworze, przejmując obowiązki księżnej. Ojca też często nie było na zamku, gdyż zaangażował się w wojnę austriacko-turecką, w czasie której przewodniczył szlachcie śląskiej (z tego okresu pochodzi zachowany do dziś atłasowy sztandar Księstwa Cieszyńskiego). W 1613 roku książę Adam Wacław z powodów politycznych, wraz ze swoimi dziećmi i najbliższymi dworzanami, przeszedł na katolicyzm, rugując odtąd wszelkie wpływy protestanckie w swoim księstwie. Prawdopodobnie uczynił tak za namową swojej kochanki Małgorzaty. Elżbieta miała wtedy 14 lat i już powoli myślano o jej zamążpójściu.

Możemy się jedynie domyślać, jakie były relacje pomiędzy młodą Elżbietą a kochanką ojca. Niewątpliwie metresa, w dodatku wywodząca się z niższego stanu, musiała być cierniem w oku dla młodej, ambitnej księżniczki. Podobnie zresztą jak i dla całego cieszyńskiego dworu. Szczególnie po tym jak w 1612 roku urodziła Adamowi Wacławowi nieślubnego syna Wacława Gotfryda. Małgorzata zmarła jednak 3 stycznia 1617 roku, przeżywszy zaledwie 33 lata. Najprawdopodobniej została ona otruta na polecenie któregoś z dworzan. Niemniej bardzo prawdopodobne wydaje się, że to właśnie ona zdążyła przekonać Adama Wacława, aby wydał swoją najmłodszą córkę Elżbietę Lukrecję za prawie 20 lat starszego od niej Gundakera von Liechtensteina. Tak też się stało wbrew woli Elżbiety Lukrecji w dniu 23 kwietnia 1618 roku, już po śmierci jej ojca Adama Wacława († 13 lipca 1617). Do naszych czasów zachowały się wzmianki na temat ślubnego ubioru księżnej. Otóż miała na sobie suknię z biało-srebrnego brokatu z długim rękawem, uszytą według mody hiszpańskiej, i sznurowanym gorsetem. Na głowie miała wianek wykonany ze złota, wysadzany rubinami i diamentami.

Od dnia swego ślubu Elżbieta Lukrecja miała już nigdy nie powrócić do Cieszyna i na zawsze zamieszkać ze swoim mężem w zamku Lednice na Morawach. Historia chciała jednak inaczej. Małżonkowie doczekali się wprawdzie trojga dzieci – zmarłego w dzieciństwie Alberta, a także syna Ferdynanda Jana i córki Marianny Anny – ale wybitnie im się nie układało. Niewykluczone, że mąż Elżbiety Lukrecji stosował wobec niej przemoc i gwałt. Jak wynika z dokumentów, ich małżeństwo istniało tylko i wyłącznie formalnie, w praktyce małżonkowie byli dla siebie obcymi nieomal osobami.

19 sierpnia 1625 roku umiera, otruty w Kolonii, młodszy brat Elżbiety Lukrecji – Fryderyk Wilhelm, jedyny męski potomek Piastów cieszyńskich i sukcesor tronu Księstwa Cieszyńskiego. Zgodnie z umową lenną w razie wymarcia lokalnej dynastii w linii męskiej władzę w księstwie mieli objąć królowie czescy, a tymi od dawna byli już Habsburgowie. Jednak na drodze stanęli Habsburgom skłóceni małżonkowie. Gundaker von Liechtenstein uważający, że księstwo należy się jemu jako prawowitemu mężowi Elżbiety Lukrecji – będącej ostatnią żyjącą osobą z rodu cieszyńskich Piastów. No i oczywiście Elżbieta Lukrecja, która dostrzegła w tej sytuacji możliwość uwolnienia się od znienawidzonego męża i objęcia we władanie rodzinnego majątku.

Natychmiast po śmierci brata opuściła zamek w Lednicach, powróciła do Cieszyna i zasiadła na tronie Księstwa Cieszyńskiego, choć w rzeczywistości nigdy nie była przeznaczona do jego objęcia. Kiedy cesarz Ferdynand II Habsburg wysłał do Cieszyna swojego urzędnika, którego zadaniem było załatwienie formalności w sprawie przejęcia księstwa i włączenia go do majątku Habsburgów, ten zastał w cieszyńskim zamku księżną Elżbietę Lukrecję, kategorycznie odmawiającą opuszczenia rodzinnej posiadłości. Na nic zdały się groźby cesarskich urzędników. Nie pomagały nawet sankcje, jakimi mogła zostać obarczona cieszyńska księżna za bezprawne wówczas odejście od męża, któremu ślubowała wierność i posłuszeństwo przed Bogiem. Tym bardziej, że odkąd przybyła do Cieszyna, wydała Gundakerowi zakaz przekraczania granic księstwa. W efekcie doszło do faktycznej separacji małżonków, rozwód nie wchodził w grę ze względu na prawo kanoniczne, a Gundaker do samego końca utrudniał Elżbiecie kontakty z dziećmi. Pomimo trudności sprawianych przez ojca dzieci chciały się kontaktować z matką. Zachowały się nawet listy, taki jak ten z 1644 roku, w którym córka Marianna skarży się matce, że ojciec nie zechciał jej pożyczyć ani konia ani stangreta, żeby mogła ją odwiedzić. Mimo to bywała od czasu do czasu w cieszyńskim zamku, a nawet, wbrew swemu ojcu, zawarła tutaj związek małżeński z hrabią Wilhelmem Henrykiem von Schlick w 1652 roku, pozostając tym samym w stałym kontakcie z matką, gdyż jej małżonek posiadał majątki na terenie Księstwa Cieszyńskiego. Najbardziej utrudniony kontakt miał syn Elżbiety Lukrecji – Ferdynand Jan, który starał się przesyłać do niej choćby życzenia noworoczne.

Początkowo cesarz chciał przyłączyć księstwo do domeny swojego rodu, powołując się na prawa suwerena. W końcu jednak zgodził się na objęcie władzy przez Elżbietę Lukrecję mającą prawo do dzielnicy ojca na mocy przywileju Władysława Jagiellończyka wydanego dla jej pradziadka Kazimierza II cieszyńskiego w 1498, w którym zezwalano na dziedziczenie w linii żeńskiej do czwartego pokolenia włącznie. Pomimo formalnej zgody przetargi z Habsburgami o księstwo trwały aż do 1638, kiedy w końcu uzyskali zapewnienie, że po śmierci Elżbiety Lukrecji Księstwo Cieszyńskie stanie się częścią domeny przez nich bezpośrednio zarządzanej.

Fakt przejęcia spadku po zmarłym bracie przez Elżbietę Lukrecję świadczy o jej uporze i wysoko rozwiniętych zdolnościach politycznych. Okazuje się, że księżna była szybka i skuteczna w swoim działaniu, gdyż już miesiąc po śmierci swojego brata wystawiła dokument, w którym jako urzędująca księżna cieszyńska potwierdziła stanom Księstwa Cieszyńskiego wszystkie nabyte w poprzednich wiekach przywileje. Od tego momentu nakazała również nadwornemu mincerzowi – Gabrielowi Gerloffowi – bicie cieszyńskiej waluty z jej wizerunkiem (płyta nagrobna nadwornego mincerza Elżbiety Lukrecji do dziś jest wmurowana w fasadę kościoła św. Trójcy w Cieszynie). 

Talar księżnej Elżbiety Lukrecji z jej wizerunkiem

Zaraz po objęciu cieszyńskiego tronu Elżbieta Lukrecja zajęła się wychowaniem nieślubnych dzieci pozostałych po ojcu i bracie: Wacławem Gotfrydem liczącym wtedy 13 lat i Marią Magdaleną, która dopiero co przyszła na świat i nawet nie zdążyła poznać swojego ojca Fryderyka Wilhelma. On sam, umierając w Kolonii, prawdopodobnie nawet nie wiedział, że w Cieszynie urodziła się jego córka. Na prośbę Elżbiety Lukrecji cesarz legitymizował ich pochodzenie 12 kwietnia 1640 roku, niecały miesiąc później 8 maja 1640 podniósł oboje do godności baronów von und zu Hohenstein. Ich herbem rodowym był odtąd piastowski orzeł cieszyński z oderwanym prawym skrzydłem, przebity strzałą, a z miejsca wbicia się strzały skapują trzy krople krwi. Oderwane skrzydło i kapiąca krew miały symbolizować pochodzenie tej linii rodu z nieprawego łoża.

Niestety za panowania ostatniej Piastówny Księstwo Cieszyńskie przeszło przez jeden z najtrudniejszych okresów w swej historii, jakim była wojna trzydziestoletnia. Działania wojenne regularnie pustoszyły cieszyńską ziemię. Przez tereny księstwa przemaszerowały wojska: duńskie w latach 1626–1627, 1642–1643 i szwedzkie w latach 1645–1647. A także inne wrogie armie, co sprawia, że nie ma na mapie Europy państwa, którego wojska nie złupiłyby Księstwa Cieszyńskiego w owym czasie. Był to okres trudny zarówno pod względem infrastruktury, jak i finansów tego niewielkiego państewka. W dodatku księstwo nawiedzały epidemie i klęski głodu, związane z nagłym i nieprzewidzianym ochłodzeniem się klimatu. Ostatecznie doprowadziło to Księstwo Cieszyńskie do załamania ekonomicznego i katastrofy demograficznej, z których nie mogło się podnieść przez następne 100 lat. Sama księżna w trakcie swoich rządów, będąc poważnie zagrożona, musiała kilkakrotnie uciekać z cieszyńskiego zamku. Tak jak na przykład w 1645 roku. Wówczas postanowiła się ukryć poza granicami Księstwa Cieszyńskiego w Rzeczypospolitej. Przybyła do Kęt, gdzie azylu udzielił jej prosty karczmarz. 

Fragment grafiki z 1646 roku przedstawiającej część tzw. Górnego Zamku w Cieszynie

Książęca rezydencja w Cieszynie została wystawiona na bezpośredni ostrzał wojsk szwedzkich, które obległy miasto 26 października 1645 roku i zajęły zamek w ciągu dwóch dni. Pozostała nieliczna załoga zamku złożona z zaledwie 80 muszkieterów, 30 młodych mieszczan i 30 Wałachów skapitulowała, oddając zamek Szwedom. 120 szwedzkich żołnierzy plądrowało książęce komnaty, zabierając z nich wszystko, co cenniejsze, i niszcząc to, czego nie można było ze sobą wziąć. Z odsieczą nadeszły dopiero wojska austriackie, i choć miasto udało się odbić z rąk szwedzkich prawie bez walki, to o cieszyński zamek stoczono bitwę trwającą prawie siedem tygodni. W trakcie działań wojennych prastara rezydencja książęca obróciła się w ruinę. Wojska szwedzkie skapitulowały dopiero 21 kwietnia 1646 roku. Niestety w trakcie akcji wyzwoleńczej cieszyński zamek zapłacił najwyższą cenę, a najbardziej ucierpiały budynki tzw. Zamku Górnego, w których znajdowały się m.in. prywatne komnaty książęce, sale reprezentacyjne, kancelarie, archiwum, biblioteka, kuchnia zamkowa.

Kiedy Elżbieta Lukrecja wróciła do swojego rodzinnego miasta, zastała w nim jedynie zgliszcza, a rodowa siedziba jej przodków nie nadawała się już do zamieszkania. Skarbiec książęcy świecił pustkami, toteż o odbudowie zamku nie było mowy. Nie pozostawało jej nic innego, tylko ocalić to, co jeszcze znajdowało się w zamkowych komnatach, i przenieść się do przyrynkowych kamienic książęcych.

Elżbieta Lukrecja posiadała cztery przylegające do siebie kamienice przy cieszyńskim rynku i wzdłuż dzisiejszej ulicy Szersznika, które kupowała stopniowo w latach 1640–1649. Cały kompleks znajdował się w pobliżu Wyższej Bramy. Zanim jednak księżna zamieszkała w przyrynkowych kamienicach, nakazała przeprowadzić w nich drobne prace remontowe, pozwalające na dostosowanie kamienic do funkcji głównej książęcej rezydencji. W czasie remontu przebywała w swoim domu w Jabłonkowie.

W 1649 roku dokupiła do swojego majątku ostatni z domów przy obecnej ulicy Szersznika, po zmarłym mieszczaninie Jakubie Bergerze, gdzie postanowiła urządzić swoją prywatną kaplicę. W niej odprawiał msze osobisty kapelan Jan Adam Fritsch, który według inwentarzy sporządzonych po śmierci księżnej miał do dyspozycji pełne wyposażenie. Posadzkę kaplicy zdobiły płytki ceramiczne z wizerunkiem książęcego orła, na których widniał rok 1648. W kaplicy znajdował się srebrny krucyfiks i drugi wykonany z kryształu, prócz nich ściany kaplicy zdobiło kilka obrazów maryjnych. Następnie kaplica była wyposażona w kropielnice (dwie kamienne zachowały się w murach obecnego klasztoru franciszkanów do dnia dzisiejszego), srebrny dzwonek, kielich z pateną i złotem haftowany korporał. Kapelan księżnej miał też do dyspozycji sporą ilość szat liturgicznych. Wszystkie te przedmioty po śmierci księżnej jej syn przekazał cieszyńskiemu dziekanowi. 

Modlitewnik księżnej Elżbiety Lukrecji (ze zbiorów Książnicy Cieszyńskiej)

Chociaż do naszych czasów z osobistych przedmiotów Elżbiety Lukrecji zachowały się w zbiorach cieszyńskich jedynie sekretarzyk i modlitewnik, to w sporządzonych po jej śmierci inwentarzach wymienia się dziesiątki różnych przedmiotów, które pozwalają nam poznać jej styl, gust i pasje. Księżna posiadała w swoich zbiorach liczną biżuterię, z której wymienia się np.: naszyjnik złożony z 14 małych i większych róż wykonanych z 200 diamentów, wisior w kształcie pelikana wysadzany rubinami i diamentami, złoty wisior z zieloną emalią przedstawiający mitycznego Bazyliszka, wisiorek w kształcie pawia, sznur pereł, łańcuszek tureckiej roboty, bransoletki wykonane ze złota i bursztynu czy pierścienie wysadzane kamieniami szlachetnymi, wśród których nie brakowało sygnetu pieczętnego księżnej (niektóre elementy biżuterii posiadały wygrawerowane inicjały księżnej). Do biżuterii należy również zaliczyć posiadane przez nią dewocjonalia, takie jak: krzyżyki wysadzane kamieniami szlachetnymi czy tzw. agnuski, których w swej kolekcji miała aż osiem sztuk. Biżuterię po matce odziedziczyła później córka Marianna.

Co do samych ubiorów księżnej dysponujemy jedynie informacjami zawartymi w spisach majątku, jaki po sobie pozostawiła, jednak te informacje pozwalają nam poznać w szczególności wyszukany gust Elżbiety Lukrecji i jej osobistego krawca Antoniego de Larqvandta, Francuza, który dbał o garderobę księżnej przez całe 28 lat jej rządów. Podstawą były oczywiście suknie, których ostatnia Piastówna posiadała dziesięć sztuk. Zgodnie z hiszpańską modą większość sukien księżnej była czarna, jednak pojawiały się także beżowe i bordowe. Jedna z sukni uszyta była z czarnego złotogłowiu i wykończona złotymi i srebrnymi krajkami. Należała ona do najokazalszych, które księżna zakładała tylko i wyłącznie na specjalne okazje. Ciekawostką są dwie suknie uszyte z tabinu, który w tej części Europy stał się powszechny dopiero pod koniec XVII wieku.. Zważywszy na pochodzenie osobistego krawca księżnej, który był Francuzem (we Francji tabin był ceniony na dworach już w 1. poł. XVII wieku), zapewne sprowadził dla niej tę drogocenną tkaninę ze wschodu. Interesującą częścią garderoby Elżbiety Lukrecji jest również suknia z kamlotu – tkaniny z wełny wielbłądziej. Do każdej sukni księżna zakładała gorset np. z białego atłasu haftowany srebrną nicią, a nawet z czarnej skóry, i rękawy (dawniej osobno przywiązywane do sukni) np. z niebieskiego atłasu ze wzorem kwiatowym. Stroju księżnej dopełniały również kapelusze i wachlarze z czarnych piór. Do snu Elżbieta Lukrecja kładła się w białej koszuli nocnej (posiadała ich aż 61 sztuk) i czepcu na głowie. Do kąpieli zakładała krótsze koszulki, a włosy zawijała w chustę. Interesujące są również stroje karnawałowe dla dwudziestu osób, znalezione wśród osobistych przedmiotów księżnej.

Potrawy na stół księżnej przygotowywali kuchmistrze Jan Stuka i jego syn Marcin oraz kucharze Maciej Reuss i Jerzy Bach. Z kolei do stołu podawało je dwóch lokai: Fabian Stawsky i Kaspar Ludwig. Księżna zasiadała do stołu na krzesłach reńskiej produkcji z siedziskami tapicerowanymi bordowym aksamitem i ze skórzanymi podłokietnikami (ciekawostką jest fakt, że krzesła i stół są jedynymi zapisanymi meblami w inwentarzu majątku księżnej jako odrębny punkt, reszta mebli wymieniana jest przy okazji). Stoły przykrywano obrusami (księżna posiadała ich 56 sztuk), a w czasie uczt dodatkowo tureckimi dywanami stołowymi. Inwentarz sreber stołowych księżnej Elżbiety Lukrecji liczy sześćdziesiąt cztery pozycje, wśród których można odnaleźć ciekawostki takie jak: etui z kompletem sztućców (składającym się z noża wykonanego z jaspisu, widelca i łyżki wykonanych ze srebra i pozłacanych), 11 widelców (widelec nie był wówczas jeszcze popularny, toteż ta liczba jest zadziwiająca, zważywszy na fakt, iż np. królowa Polski Jadwiga Jagiellonka nie posiadała w swym inwentarzu żadnego widelca, a Katarzyna Habsburżanka tylko osiem), pozłacana cukiernica (również nie były one wtedy popularne) oraz 4 pozłacane puchary stołowe wysadzane perłami czy srebrny pojemnik na lekarstwa. 

Sekretarzyk księżnej Elżbiety Lukrecji (ze zbiorów Muzeum Śląska Cieszyńskiego)

Elżbieta Lukrecja w odróżnieniu od innych szlachcianek tamtej epoki nie miała zbyt wiele czasu wolnego, gdyż była zajęta polityką. Niemniej uwielbiała szyć i haftować, o czym świadczą spore ilości nici do wyszywania, wstążki, krajki, guziki, tkaniny – m.in. tabin, plusz, aksamit, jedwab, które przechowywała w kilku sekretarzykach z szufladami, jak zaznaczono w inwentarzu. Często zaczytywała się w książkach, szczególnie o tematyce religijnej. Jej biblioteka liczyła sześćdziesiąt książek, jednak należy mieć na uwadze fakt, że była to jedynie część księgozbioru, jaki znajdował się w cieszyńskim zamku, a który został zniszczony lub rozkradziony w trakcie oblężenia (ze źródeł wiadomo, że w czasach Wacława III Adama i jego żony Sydonii Katarzyny w zamku znajdowała się imponująca biblioteka o zróżnicowanej tematyce).

W swojej siedzibie przy cieszyńskim rynku Elżbieta Lukrecja spędziła ostatnie lata swojego życia. Kiedy syn Ferdynand przesyłał jej tradycyjne życzenia noworoczne na rok 1653, otrzymał w odpowiedzi na nie informację o pogarszającym się stanie zdrowia matki. Elżbieta Lukrecja pisała wtedy do niego, że traci apetyt i nie pomagają jej już lekarstwa, które od ostatniego lata przygotowuje dla niej osobisty aptekarz. Ostatni znany dokument wystawiony przez księżną datuje się na dzień 12 grudnia 1652 roku. Jej syn Ferdynand przybył do Cieszyna na kilka dni przed śmiercią matki. Elżbieta Lukrecja umarła w jednej z komnat swojej cieszyńskiej rezydencji w poniedziałek, dnia 19 maja 1653 roku o godz. 17.00 w wieku 54 lat. Choć przez długi czas zmagała się z bliżej nieokreśloną chorobą, to jak wynika z zachowanych źródeł, bezpośrednią przyczyną zgonu księżnej był udar mózgu. Przy jej łożu stali wtedy syn Ferdynand i córka Marianna, a także ochmistrzyni, a zarazem wieloletnia przyjaciółka Zuzanna Arresowa z Aresdorfu, która do ostatniego oddechu księżnej czytała jej Biblię. Jak nakazywał prastary protokół dworski książąt cieszyńskich, każdy szlachcic posiadający majątki w Księstwie Cieszyńskim miał obowiązek pełnienia warty przy trumnie z ciałem zmarłej księżnej, każdego dnia i nocy, począwszy od godziny szóstej po południu, a we wsiach swoich mieli nakazać bicie w dzwony kościelne i zakazać wszelkich zabaw i muzyki na okres żałoby. W dniu pogrzebu trumna z ciałem księżnej została złożona obok trumny jej brata w krypcie rodowej książąt cieszyńskich w klasztorze dominikańskim w Cieszynie (obecny kościół Marii Magdaleny). Wraz z jej odejściem skończyła się epoka piastowska w Księstwie Cieszyńskim. W dwa dni po śmierci Elżbiety Lukrecji do Cieszyna przyjechał hrabia Wacław von Oppersdorf, którego zadaniem było przejęcie księstwa pod zarząd królewskich urzędników. Ich zadaniem było zinwentaryzowanie wszelkiego majątku po zmarłej księżnej, wstrzymanie bicia monet z jej wizerunkiem, sprawdzenie, czy księżna nie posiadała wobec kogoś długów, zwolnienie ze służby wszystkich dworzan i przejęcie poboru myta w księstwie. 14 sierpnia 1653 roku Księstwo Cieszyńskie zostało przekazane we władanie nowemu władcy – cesarskiemu synowi – Ferdynandowi IV. Od tego momentu tytuł książąt cieszyńskich przekazywany jest wśród kolejnych Habsburgów po dziś dzień.

Mimo przeciwności losu, jakie napotkały Elżbietę Lukrecję w życiu, należy ją uznać za władczynię wybitną. Nieugięta i bezkompromisowa stała na straży Księstwa Cieszyńskiego, rozgrywając umiejętnie nawet najtrudniejsze partie politycznej gry o tron. Warto jednak spojrzeć na Elżbietę Lukrecję nie tylko jako na dobrego stratega i polityka, lecz przede wszystkim jako na kobietę, która posiadała swoje pasje i pragnienia, która chciała kochać, ale nigdy nie zaznała prawdziwej miłości.